Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Więcej informacji o wykorzystywaniu plików cookie.
Zamknij

 
 

O ekologii w budownictwie nieco inaczej

dom z glinyW krajowym budownictwie, zwłaszcza jednorodzinnym od kilku lat obserwuje się wyraźne dążenie inwestorów do zmniejszenia kosztów eksploatacji budynków, dotyczy to zwłaszcza zapotrzebowania na energię do celów grzewczych i użytkowych. Potrzebom tym wychodzą naprzeciw producenci i handlowcy, oferując rozmaite rozwiązania techniczne, które nie dość, że mają nam przynieść konkretne korzyści ekonomiczne wynikające z ich zastosowania, to będą stanowić nasz osobisty i znaczny wkład w ochronę środowiska naturalnego. Celem inwestora staje się więc budowa tak zwanego domu ekologicznego, wyposażonego w panele słoneczne, pompy ciepła, rekuperatory, siłownie wiatrowe a najlepiej wszystko razem. W rzeczywistości o tym w jakim stopniu nasz dom będzie ekologiczny decydujemy tak naprawdę nie dopiero na etapie wyboru takich czy innych szczegółów technicznych ale już w momencie formułowania naszych potrzeb i oczekiwań związanych z nowym miejscem zamieszkania. A te mogą z ekologią mieć niewiele wspólnego.

Współcześnie budownictwo mieszkaniowe w Polsce najbardziej dynamicznie rozwija się na terenach podmiejskich, głównie z uwagi na wysokie ceny działek w miastach ale też dlatego, że kontakt z naturą w miejscu zamieszkania to marzenie większości z nas. Zabudowa wkracza w otwartą wcześniej przestrzeń najczęściej użytkowaną rolniczo, stopniowo upodabniając ją do miejskiej, przy okazji niszcząc glebę, betonując i asfaltując grunt, likwidując zastaną roślinność i zaburzając stosunki wodne. Oceniając ten proces obiektywnie porzuca się zdegradowane tereny miejskie i przystępuje się do degradacji terenów podmiejskich. Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest lokalizowanie obiektów w sąsiedztwie terenów chronionych ze względu na nieprzeciętną wartość przyrodniczą. Po pierwsze właściciele zwykle szybko dochodzą do wniosku, że takie sąsiedztwo to nie tylko atrakcja ale też duże ograniczenie w typowym korzystaniu z własnej nieruchomości. Ograniczenia, które warto spróbować ominąć. Po drugie te początkowo pojedyncze zabudowania, przeważnie są forpocztą dla zmasowanej ich ekspansji w przyszłości, to uchylenie drzwi pozwalające na osiedlanie się coraz mniej to świadomych ekologicznie osób, bo też teren coraz bardziej odbiega od naturalnego. To już zdecydowanie bardziej ekologiczne wydaje się być rewitalizowanie obiektów już istniejących, często opuszczonych, zrujnowanych terenów przemysłowych itp.
Dom ekologiczny powinien z zasady wpisywać się w zastane otoczenie a nie pozostawać w opozycji do niego, jak to niestety w warunkach dominującego chaosu architektonicznego w Polsce ma miejsce. Nowobudowane domy nawet wzdłuż jednej drogi to zwykle szerokie spektrum dostępnych na rynku możliwości w zakresie kształtu, wielkości i koloru, „wzbogacone” nieograniczoną fantazją właścicieli. Nagromadzenie obiektów przypadkowych, niedopasowanych do otoczenia, brak harmonii i ładu przestrzennego w zabudowie są to niestety podstawowe cechy współczesnego krajobrazu terenów podmiejskich i wiejskich w Polsce. Co z tego iż każdy budynek z osobna jest w jakimś sensie ekologiczny, skoro wszystkie razem nie tworzą nawet w miarę spójnej całości.

W przypadku wyboru materiałów budowlanych nadal podstawowym kryterium jest ich trwałość. Im dłuższa tym lepiej. Dzieje się tak nieprzypadkowo. Dom traktowany jest u nas jako dobra inwestycja, która zaprocentuje w przyszłości. To trwały majątek przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wraz z upływem czasu wartość budynków o dziwo wzrasta, mimo iż są przecież coraz starsze i bardziej wyeksploatowane. Z tego punktu widzenia najbardziej ekologiczne były pewnie dawne obiekty wykonane z drewna, skoro powszechne w przeszłości rzadko gdzie zachowały się do dziś. Z pewnością obecna zabudowa nie zniknie tak szybko bez śladu. Jak można sądzić będzie stanowiło to istotny problem dla planistów w przyszłości, podobnie jak obecnie dotyczy wielkiej płyty..

Duża część budynków mieszkalnych budowana jest na wyrost. Trudno powiedzieć żebyśmy, jako naród co tu ukrywać o robotniczo-chłopskich korzeniach, mieli takie przyzwyczajenia, żedom z opon i ziemi na każdego członka rodziny musi przypadać  blisko 100m2 powierzchni nakrytej dachem. To raczej próba wyobrażenia sobie jak powinni mieszkać ludzie majętni. Zwykle jest to wizja, na teraz, bez oglądania się na przyszłość. Tymczasem z domem jest jak miastem w którym mieszkamy – chodzimy tylko po niektórych ulicach, na wielu nigdy nie byliśmy i nie będziemy. Po jakimś czasie nasze dzieci założą swoje rodziny i w wielkim domu zostaniemy sami. Przeciętny człowiek wcale nie potrzebuje do funkcjonowania tylu rzeczy ile mu starają się wmówić reklamy.


I na zakończenie kwestia związana z zagospodarowaniem samych działek. Podobnie jak nowe budynki stanowią obcy element w krajobrazie wiejskim tak i kształtowanie towarzyszących im ogrodów odbywa się według jakichś nieracjonalnych zasad.  Cóż ekologicznego jest niby w gęstym, jednorodnym i krótko przystrzyżonym trawniku, obficie nawożonym i sztucznie podlewanym pitną wodą zamiast deszczową, otoczonym szpalerem iglaków i innych egzotycznych krzaków? Niewiele.

 

ministerstwo srodowiska
ekologiczna natura
ekologiczna bydgoszcz
centrum informacji